Matthias Frank w Borowym Młynie w gminie Pszczew utrzymuje od wielu lat owce wrzosówki. Jak podkreśla, są bardzo wytrzymałe na warunki środowiskowe, odporne na choroby i mało wymagające pod względem żywieniowym, nadają się więc do chowu amatorskiego i do gospodarstw ekologicznych.
r e k l a m a
Na szczęście użyteczność wrzosówek nie ogranicza się wyłącznie do produkcji mięsa. Gospodarz wykorzystuje je do wypasu, w tym także w sadach.
r e k l a m a
Owce, kiedy jeszcze były kryte trykiem, rodziły jedno lub dwa młode, które bezproblemowo się odchowywały i cały czas przebywały z matkami. Odchów trwał 6–8 miesięcy. W roku gospodarz uzyskiwał dwa wykoty
Zobacz także
Pielęgnacja krajobrazu
Matthias Frank z naszym krajem związany jest od 1999 roku, kiedy to ze względu na pochodzenie postanowił zainwestować w Polsce, choć wychowywał się i kształcił w Szwajcarii, gdzie mieszka jego rodzina. Matka jest jednak Polką, ojciec również ma polskie korzenie.
– Szwajcaria to piękny kraj, urokliwe krajobrazy, ale tutaj, na ziemi lubuskiej, także jest wyjątkowo. To tereny, o które trzeba szczególnie dbać, aby nie straciły swojego naturalnego charakteru, nie nadają się na masową produkcję. Dlatego postanowiłem zająć się produkcją ekologiczną – wyjaśnia nasz rozmówca. – Nawet nie określam siebie rolnikiem. To, co robię, to raczej pielęgnacja krajobrazu.
Faktycznie, rejony Pszczewa to bardzo malownicze okolice, bardzo atrakcyjne turystycznie. Z uwagi na walory krajobrazowe gmina zaliczana jest do najpiękniejszych zakątków w województwie lubuskim. Bardzo dużą część zajmują lasy i jeziora. Na niepowtarzalny charakter tych okolic składa się również ukształtowanie terenu, jednak słabe gleby nie sprzyjają uprawie zbóż, a raczej nadają się na łąki i pastwiska.
– Mam zaledwie 8 ha ziemi, na której sieję zboża. Około 30 ha stanowią łąki. Nie jest łatwo. Oczywiście mógłbym podzielić ziemię na małe działki, sprzedać na kempingi, bo jesteśmy w regionie atrakcyjnym turystycznie, ale nie o to chodzi – przekonuje Matthias Frank.
Inna rzeczywistość
Zdaniem gospodarza, w przeciwieństwie do bardzo uporządkowanej Szwajcarii, czasami nawet nadmiernie poukładanej i przewidywalnej, w Polsce brakuje myślenia perspektywicznego. Działania podejmowane są tu i teraz, aby rozwiązać aktualny problem. Nikt nie zastanawia się, czy będzie to dobre na lata, dla przyszłych pokoleń.
– W Szwajcarii wszystko jest bardzo kontrolowane, a tutaj występuje pewna wolność i swoboda, ale czy o taką wolność chodzi, żeby nie było odgórnie narzuconych zasad, które mają służyć wszystkim, zwłaszcza porządkowi i temu, że każdy wie, na co może sobie pozwolić? – zastanawia się Matthias Frank. – Podobnie jest z sytuacją z dzikami. Kiedy znajduje się padłego dzika, to jest przerzucanie odpowiedzialności, kto powinien się tym zająć. Jeśli rolnik znajdzie na polu, to jest jego problem, a przecież to państwo powinno usunąć padlinę i nie obciążać tym obywateli. To nie jest własność rolnika. Nie ma się co dziwić, że ludzie nie chcą zgłaszać tego służbom.
Nie tylko to go dziwi. Podkreśla, że polscy rolnicy nie potrafią się zjednoczyć, by walczyć o swoje prawa, a przecież są ogromną siłą w społeczeństwie. Z kolei inni dziwią się temu, że mógłby mieszkać w Szwajcarii i spokojnie tam żyć, a jednak zdecydował się na funkcjonowanie w zupełnie odmiennej rzeczywistości, która boryka się z wieloma kłopotami.
– Kiedy rodzice wiele lat temu tutaj przyjechali, urzekło ich to miejsce. Potrzeba było dużo pracy, żeby stare budynki wyremontować i przystosować do zamieszkania i użytkowania. Ciągle wraz z żoną jeszcze coś poprawiamy i rozwijamy. Myślę, że wzajemnie możemy się od siebie wiele nauczyć jako narody, trzeba tylko mieć otwarty umysł, chcieć brać przykład z siebie nawzajem i stosować sprawdzone rozwiązania – twierdzi gospodarz.
Dominika Stancelewska